czwartek, 18 września 2014

7.

" Cały wielki świat składa się z takich małych spraw. "

Słyszałam już o wielu okropnych rozstaniach,o zdradach,o oszustwach,nieszczerości,ale nic nie mogło się równać z porzuceniem prawie Pani Młodej.Jej ukochany zostawił ją miesiąc przed ślubem,kiedy wszystko było już zamówione,w połowie zapłacone,zaproszeni byli goście i ustalona msza w kościele.Znali się pięć lat,a ślub ustalano od dwóch lat.Czemu tak nagle zmienił decyzje?
-Powiedział mi,że poznał kogoś.-wychlipiała,a ja wywróciłam oczami,spodziewając się takiego właśnie powodu.Typowe.-A potem...kiedy myślałam,że gorzej już być nie może...dodał,że on ma na imię John!-wypowiadając ostatnie słowa wybuchnęła już głośnym rykiem.Byłam w zbyt wielkim szoku żeby podać jej kolejną chusteczkę.-Myślałam,że jest ze mną coś nie tak...
-No i jest.-ocknęłam się,a ona uniosła na mnie swój załzawiony wzrok.-Nie masz penisa.-dodałam szybko,zanim zdążyłam ugryźć się w język.Spodziewałam się kolejnego wybuchu płaczu,albo nawet jej pięści na mojej twarzy,ale ku mojemu zaskoczeniu blondynka zaczęła rechotać w niebogłosy.
-Przepraszam,ja...-próbowałam się usprawiedliwić,ale nie mogłam znaleźć żadnego sensownego argumentu,więc zawtórowałam jej i również zaczęłam chichotać.
-Dzię...dziękuję Ci...-wydukała,trzymając się za brzuch.-Tak w ogóle to jak masz na imię?
-Ashley,a ty?
-Iris.Dziękuję Ci,Ashley.Cały dzień płakałam,dopiero tobie udało się mnie rozśmieszyć.
-Daj spokój,chociaż tyle mogłam zrobić.Pewnie zauważyłaś,że marna ze mnie pocieszycielka.-uśmiechnęłam się do niej,a ona to odwzajemniła ukazując mi swoją uroczą twarz,nawet jeśli mokrą od łez.
-Kiedy teraz spojrzę na to z innej perspektywy to widzę,że rzeczywiście jest to w jakimś stopniu śmieszne.Ale Andy...kochałam go.Nadal kocham.-spuściła wzrok.
-Słuchaj,Iris,skoro znaliście się z Andym tyle czasu i byliście szczęśliwi,jestem pewna,że on też Cię kocha.Ale najwyraźniej...nie byliście sobie pisani.Nie bój się,prędzej czy później ty także znajdziesz swojego Johna.-powiedziałam,zanim zastanowiłam się czy nie zranię jej tymi słowami.Chyba powinnam się już zamknąć.
-Faktycznie marna z Ciebie pocieszycielka.-zachichotała,a ja zauważyłam,że obraca czymś w palcach.Pierścionek zaręczynowy z białego złota upiększony rubinowym oczkiem w kształcie serca.
-Jeśli chcesz ruszyć dalej nie możesz go zatrzymać.-podpowiedziałam,a ona kiwnęła głową.
-Chyba go odsprzedam.Tym sposobem uda mi się odzyskać choć część pieniędzy,które włożyliśmy w organizację wesela.-zdjęła pierścionek z palca i włożyła do kieszeni.
-Jesteś tu sama?
-Nie,ale nie chcę teraz do nich wracać.Świetnie się bawią,a ja nie chcę im psuć zabawy,już i tak to zrobiłam zamawiając drinki na ich koszt.-parsknęła.-A ty?
-Ja...-zastanowiłam się chwilę.-..przyjechałam tu z kolegą,ale on będzie chciał jeszcze tutaj zostać.Co powiesz żebyśmy się stąd wyrwały na jakąś gorącą czekoladę?
Nie musiałam drugi raz jej namawiać,Iris wstała momentalnie i ruszyła do wyjścia.

Następnego dnia kiedy się obudziłam,zdałam sobie sprawę,że moje wczorajsze spotkanie z Danielle niczego nie zmieniło.Nie zaproponowała mi pracy,co prawda wspomniała coś,że spróbuje z kimś porozmawiać,ale nie dawała mi żadnej gwarancji i ja jakoś specjalnie nie wierzyłam w to,że się uda.Tak więc zwlekłam się z łóżka i niechętnie zaczęłam zbierać się do pracy.Ten dzień,jak i kilka następnych ciągnęły mi się w nieskończoność i z każdym dniem byłam coraz pewniejsza,że nie chcę tam dłużej pracować.Dlatego sama nie wiem co za impuls tak mną pokierował,ale początkiem kolejnego tygodnia udałam się do szefa i złożyłam wypowiedzenie.Nie wiedziałam czy dobrze robię,oszczędności  nie miałam zbyt wiele.ale z pewnością warto było to zrobić aby zobaczyć minę szefa.Nie spodziewał się tego.Od tej pory,dopóki nie znajdę nowej pracy,będę mogła robić co mi się żywnie podoba!

*

Pewnego spokojnego wieczoru,kiedy to właśnie przyrządzałam sobie kolację,do mojego mieszkania zaczął się ktoś dobijać.Była to ósma godzina więc zdziwiłam się,że ktoś puka do mnie o tej porze.Dudnienia do drzwi nasilały się,dlatego pobiegłam do przedpokoju i wyglądnęłam przez oczko.Ujrzałam twarz zniecierpliwionej Hazel.
-Co jest?-zapytałam na przywitanie,a ona weszła do środka,usiadła na kanapie w salonie i otworzyła swojego laptopa,którego ze sobą przyniosła.
-Patrz,jesteś w internecie!-zawołała,a ja zaciekawiona pochyliłam się nad ekranem.Rzeczywiście zobaczyłam siebie na plaży wychodząc z łodzi,a potem przed klubem.Nagłówek artykułu głosił: "Kim jest tajemnicza brunetka,która coraz częściej pojawia się u boku Nialla?"
-Ciekawi nas co na to wszystko dziewczyna Horana,Audrey,czyżby o niczym nie wiedziała?-przeczytała na głos Hazel,zamykając z trzaskiem laptopa.-Ma dziewczynę?!
-No najwyraźniej.-zachichotałam na widok jej rekcji i wróciłam do kuchni.Dziewczyna podążyła za mną jak cień.-Napijesz się czekolady?
-Poproszę.Ale jak to,nic nie wiedziałaś? Co teraz będzie,Ashley?-westchnęła i usiadła na blacie,przyglądając się jak przygotowuję napoje.
-Co będzie z czym? Chcesz pianki?-uniosłam opakowanie z kolorowymi pianeczkami,które dodawałam aby czekolada wyglądała efektowniej.Później robiłam zdjęcia i wrzucałam je na instagrama,zawsze w innych kubeczkach.Byłam uzależniona od kupowania kubków i filiżanek i ogólnie naczyń!
-Poproszę.No co będzie z wami? Jakby nie patrzeć,Audrey stanowi całkiem duży problem.I to prawie dwumetrowy problem,widziałaś jej długie nogi?
-Nie przypatrywałam się jej.Z nami nic nie będzie,bo jesteśmy jedynie kolegami.-odpowiedziałam spokojnie.-To i tak dziwnie brzmi.Moim kolegą jest Niall Horan,kto by mi w to uwierzył,ha!-zaśmiałam się pod nosem,ale Hazel wyraźnie nadal była zszokowana poznaną informacją.
-W ogóle się tym nie przejęłaś?-zeskoczyła z blatu i poszła za mną do salonu.Postawiłam na stoliku kubki z czekoladą i zanim Hazel zabrała swój,cyknęłam kilka fotek.
-A czym tu się przejmować,moja droga?-nadal nie rozumiałam o co jej chodzi.
-Wtedy na tej plaży kiedy się "przypadkowo"...-tu zrobiła cudzysłów w powietrzu-..spotkaliście widziałam w jaki sposób na Ciebie patrzył.Był taki...zafascynowany i z jednej strony zawstydzony...
-Za dużo romansideł oglądasz nocami.Niall nie jest w moim typie,nigdy nie spojrzałabym na niego...inaczej.-wyznałam szczerze i upiłam łyka swojego napoju.Był przepyszny.
-Och czyżby? To jaki jest ten twój typ?-rozsiadła się wygodnie,ujęła kubek w dłonie i przyglądnęła mi się.
-Ktoś w stylu Nolana Gerarda Funka.Wysoki,brązowooki,o ciemnych blond włosach,podchodzących trochę pod miodowy.Wyraźnie męskie rysy twarzy,szczególnie żuchwa z delikatnym zarostem,ale nie zbyt wielkim...-rozmarzyłam się.
-Nolan Gerard co?-uniosła brew.-Nie słyszałam o nim nigdy.No i...żuchwa? Serio zwracasz na to uwagę?-Zachichotała.Wstałam i sięgnęłam po jej laptopa,wyszukałam jego zdjęcie i odwróciłam ku niej.-Aaa już rozumiem o co Ci chodziło z tą żuchwą...no jego jest całkiem całkiem.


Odgłosy dochodzące z dołu wyrwały mnie ze snu.Przetarłam oczy dłonią i podniosłam się do pozycji siedzącej,czując jak serce zaczyna mi szybciej bić.Kto był na dole? Wsunęłam gołe stopy w futrzane papcie i zaczęłam rozglądać się za czymś do obrony.Moja sypialnia posiadała jedynie szafę z ubraniami,biurko z laptopem i małą komodę w której trzymałam jakieś szpargały,ale nic z nich się nie nadawało.Zdesperowana i wystraszona złapałam za lampkę nocną i uchyliłam po cichu drzwi.Ktokolwiek był na dole,nie krył się wcale z tym,że tam był.Czyżby to byli jacyś uzbrojeni złodzieje? Przeklęłam się w duchu,że moja komórka została w łazience na lustrze.Z dołu dobiegał mnie głos włączonego telewizora,a dokładniej jakiegoś programu plotkarskiego.Przeszło mi przez myśl,że może to Hazel,ale nie miałam pewności,a dopóki byłam tutaj...No dobrze,jeśli zejdę po cichu na dół,to uda mi się przemknąć do łazienki,zabrać telefon i zadzwonić po policję.Odczekałam jeszcze krótką chwilę aby dodać sobie odwagi i ruszyłam.Ale mój plan już na początku dążył ku klęsce,gdyż na ostatnim śliskim schodzie podjechałam na papciu i wyrżnęłam na podłodze jak długa.W momencie usłyszałam nadbiegające kroki i zanim uniosłam głowę,wymówiłam szybką modlitwę.
-O matko,coś ty to zrobiła?-na ten znajomy głos uspokoiłam się momentalnie,a fala strachu spłynęła ze mnie.Niall pomógł mi się podnieść,a kiedy już stałam,potarłam obolałe kolano.
-Co ty tu robisz?-przywitałam się z nim jakże miłym tonem.-Jak tu wszedłeś?
-Zostawiłaś na noc otwarte drzwi,wiesz jakie to niebezpieczne?!-pomachał mi palcem przed nosem,a ja zganiłam się za to.Nie mam pojęcia jak mogłam o tym zapomnieć.
-To wszystko przez Hazel.Nie wyjaśnia to jednak tego czym zawdzięczam tę wizytę?-spytałam trochę sfrustrowanym tonem.Niall nie odezwał się do mnie prawie dwa tygodnie,nie mówię,że jest to jego obowiązek,ale zniknęłam nagle z imprezy na którą mnie zaprosił i chyba powinien się zainteresować co ze mną,prawda?
-Oj dobrze już dobrze,nie gniewaj się tak.Pukałem i nie otwierałaś,więc sprawdziłem czy jest otwarte.Zobaczyłem,że śpisz więc postanowiłem Cię nie budzić.
Wolę nie wyobrażać sobie w jakiej pozycji na łóżku zastał mnie Niall.Pewnie jak na złość spałam wtedy w poprzek,z otwartymi ustami skąd ciekła mi struga świeżej ślinki,rozczochranymi włosami i w dodatku pochrapywałam jak świnka.
-Przyprowadziłem Ci kogoś.-oznajmił,a ja wybałuszyłam oczy.Nie był tu sam,a ja wyglądałam jak wyglądałam.Różowa piżama w króliczki,wielkie puchowe papcie i włosy sterczące w każdą inną stronę.Wyłapał moje zlęknięcie i zachichotał.-Nie przejmuj się,to tylko Danielle.-popchnął mnie w kierunku salonu.Z jednej strony uspokoiła mnie ta informacja,ale z drugiej to była AŻ Danielle,piękna,szczupła,wysoka,długonoga,opalona Danielle.Zanim zdążyłam się wycofać i pobiegnąć się przebrać,Danielle wstała z fotela.
-Biedna,musieliśmy napędzić Ci nie złego stracha.-uśmiechnęła się do mnie przepraszająco.-Niall pozwolił sobie zrobić mi kawę,nie masz nic przeciwko?
-Skądże.-pokiwałam przecząco głową i pogładziłam lekko moje włosy.-Niall już za pierwszym razem czuł się tutaj jak u siebie w domu.-spojrzałam na niego z ukosa,a on wyszczerzył zęby.-Dacie mi pięć minut? Pójdę doprowadzić się do porządku.
-Jasne jasne,nie śpieszy nam się.-Brunetka usiadła z powrotem i chwyciła do ręki kubek.Niall odprowadził mnie wzrokiem do przedpokoju,skąd przejechałam sobie palcem po szyi pokazując mu,że już nie żyje.Uniósł do góry brew ciągle się uśmiechając.Wskazałam na swoją piżamę,busz na głowie i nieumyte zęby,a on uniósł do góry kciuki i wypowiedział bezgłośnie: "Wyglądasz świetnie".Wywracając oczami pokazałam mu jeszcze język i pobiegłam na górę.


Dziękuję za komentarze :)
Ja też nie mogę się przestawić z Zoey na Ashley :]


Zamierzam reaktywować to opowiadanie! :)http://bonjour-harry.blogspot.com/

8 komentarzy

  1. Z niecierpliwością czekam na kolejny ;*
    ~Emi

    OdpowiedzUsuń
  2. hahaha budzi cie cos w nocy schodzisz na dol a tu Niall Horan xd baaaardzo mi sie podoba! :D
    JustNiall

    OdpowiedzUsuń
  3. taka żuchwa to życie, zapamiętaj to sobie! :D
    jak zwykle czytam z opóźnieniem, ale wiedz, że nadal tu jestem! czekam na następny cudowny rozdział! <3 /K.

    OdpowiedzUsuń
  4. W zyciu nie spodziewalabym sie, ze Niall wpadnie do domu Ashley wraz z Danielle haha :D
    Ciesze sie, ze Ash rzucila te prace. W koncu taniec ma jej sprawiac przyjemnosc :)
    Bardzo fajny rozdzial x
    Czekam na kolejny ;>
    Pozdrawiam, @droowseex

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. *Do domu Ashley w nocy :D autokorekta haha :D

      Usuń
  5. Nie wiem dlaczego, ale perspektywa użerającego się Nailla z Ashley mnie bardzo bawi :D Czekam co wyszło, pewnie dostanie nową pracę, kontrakt, a może do tego miłość? M.

    OdpowiedzUsuń

Szablon by Devon